niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 2

Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy zbliżając ciągle swoje twarze do siebie. Naglę do pokoju wpadła Kate. Szybko odwróciliśmy się w stronę drzwi
-David i Lucas! - krzyczała nie mogąc nic więcej powiedzieć.
-Co? - spytał Justin.
-Pobili się! - krzyknęła wybiegając z pokoju. Justin bez namysłu ruszył za nią. Wstałam z łóżka i poszłam za nimi. W salonie ujrzałam Lucas'a. Z nosa leciała mu krew. O dziwo David'owi nic się nie stało. Podeszłam do Lucas'a siedzącego na fotelu.
-Lucas, nic ci nie jest?-spytałam.
-Nie, nic mi nie jest. Ale widzę, że masz niezłą pamięć do imion- powiedział po czym skierował wzrok na mnie i uśmiechnął się.
-Przyniosę więcej chusteczek.- oznajmiłam wstając z podłogi. Truchtem pobiegłam do kuchni i rozejrzałam się. Tam są! Podbiegłam do stolika, który stał w kącie. Chwyciłam chusteczki i pobiegłam z powrotem do salonu.
-Proszę.- zwróciłam się do Lucas'a podając paczkę chusteczek. Po raz kolejny uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę po chusteczki. - Mam nadzieję, że będzie dobrze. - powiedziałam do Justin'a siedzącego tuż koło mnie.
-To nic poważnego. - odpowiedział wpatrując się w krwawiący nos Lucas'a. W jego głosie usłyszałam szczyptę niepewności. Chyba sam nie wiedział co mówi. Złapałam Lucas'a za rękę.
-Wszystko będzie dobrze- powiedziałam z uśmiechem i łzami w oczach. Odwzajemnił uśmiech i łza spłynęła mu po poliku.
-Chodź Lucas. Odprowadzę cię do pokoju.- powiedział Justin przerywając grobową cisze. Wstał z podłogi i łapiąc Lucas'a weszli na górę. Po chwili dziewczyny też zaczęły się zbierać. David poszedł chwilę po dziewczynach. Zostałam sama zastanawiając się dalej nad dzisiejszym dniem. Nic z tego wszystkiego nie rozumiałam. Co się wczoraj stało? Czy ja...umarłam? Na samą myśl robiło mi się słabo. Poszłam więc do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Łzy spływały po moich policzkach. Zaczęłam się robić senna. Położyłam się i patrząc w sufit dalej rozmyślałam. Zaraz po tym usnęłam.

                                                           * * *


    Obudziło mnie pukanie do drzwi.
-Proszę. -krzyknęłam zachrypniętym głosem.
-Rose, wstawaj. Idę zrobić zakupy. Idziesz ze mną? - spytała Chris stojąc w progu.
-Nie wiem. Nie mam pieniędzy.
-A po co ci pieniądze?- spytała śmiejąc się.
-A choćby po to aby zapłacić.
-My, Anioły Ciemności, nie płacimy. To do nas niepodobne.-powiedziała cały czas się śmiejąc.
-Kradzieże nie wychodzą mi najlepiej.
-E tam. To nie kradzież. My mamy wszystko za darmo. Opłaca nas tata Justina. Jest bardzo bogaty. Masz 20 minut.- mówiła zamykając za sobą drzwi. Szybko wyszłam spod kołdry,  ubrałam się, uczesałam i umyłam zęby. Zbiegłam na dół.
-Szybka jesteś. Zostało ci 10 minut. - zaśmiała się. Nic nie odpowiedziałam. Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do limuzyny. Całą drogę jechałyśmy w ciszy która zdawała się trwać wieczność. Wysiadłyśmy pod marketem. Wzięłyśmy koszyki i weszłyśmy do środka.
-Bierz wszystko co chcesz.- powiedziała po czy znikła między regałami. Brałam wszystko co wydawało mi się potrzebne. Spotkałyśmy się przy dziale ze słodyczami.
-Wzięłaś wszystko?-spytała.
-Chyba tak.
-To chodź. -powiedziała i kierowała się ku wyjściu. Nikt nas nie zatrzymał? Wsiadłyśmy do limuzyny i wróciłyśmy do domu.
    Otworzyłam drzwi wejściowe od mieszkania i wtarmosiłam trzy duże torby z jedzeniem. Chris przyniosła kolejne dwie. Wszyscy jeszcze spali. Zaniosłyśmy torby do kuchni i rozpakowałyśmy je. Wyciągnęłam talerze, noże i widelce a Chris zaczęła robić herbatę i kanapki.
-I co? Tak wygląda wasze życie?- spytałam rozkładając talerze na stole.
-Tak. Nie jest najgorzej. Dobre jest przynajmniej to, że otaczają cię fajni ludzie.- mówiła - Najmilszy i najfajniejszy jest Lucas.
-Podoba ci się?
-Trochę. - powiedziała cicho. Położyła talerz z kanapkami na stole. Zauważyłam na jej policzku rumieniec. Do kuchni wszedł Lucas a zaraz za nim Justin.
-Cześć dziewczyny.- powiedział Lucas przeciągając się.
-Możecie już siadać. Śniadanie prawie gotowe.-poinformowała ich Chris niosąc herabatę.
-Pójdę obudzić resztę śpiochów.- powiedział Justin po czy zniknął. W kuchni zapadła cisza. Chris chodziła od blatu, biorąc herbatę, do stołu, odkładając ją. W ciszy dało się usłyszeć zbieganie  po schodach. Nagle w kuchni znaleźli się wszyscy.
-Siadajcie. Śniadanie już jest gotowe.- powiedziała Chris kładąc ostatnie dwie herbaty i siadając. Wszyscy zajęli miejsca i zaczęli jeść.
-Jak tam zakupy Rose?- zapytała Kate uśmiechając się złośliwie.
-Daj jej spokój.-stanął w mojej obronie Justin - Nie przejmuj się nią. Ona już taka jest.-wyszeptał mi do ucha. Nie rozumiałam Kate. Wszystkich i o wszystko się czepiała. No...zakupy jak zakupy. Prawie. Przecież wszystko jest opłacone.Jednak nadal spokoju nie dawała mi jedna myśl. Czemu tu jestem? Nic nie pamiętam. Co się ze mną stało i jak tu się znalazłam. Musiałam z kimś o tym porozmawiać. Musiała to być zaufana osoba. Postanowiła porozmawiać z...
_____________________________________________________________________________
Proszę bardzo. Drugi rozdział "Aniołów Ciemności". Nie jestem najlepsza w pisaniu. Tak wiem. Ale bardzo lubię pisać i dlatego powstał ten blog. Może z czasem wejdę w wprawę i będą o wiele lepsze rozdziały? Kto tam mnie wie xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz