Po posiłku przyszedł czas na sprzątanie. Każdy zajął się swoimi sprawami. Moim i Chris zadaniem miało być posprzątanie po śniadaniu. Chris wzięła się za zmywanie a ja znoszeniem naczyń ze stołu na blat kuchenny.
-Chris, powiedz mi taką rzecz.- zaczęłam rozmowę.
-Tak?
-Jak ja się tu znalazłam? Czy ja...Czy ja nie żyje?
-Wiesz...- odwróciła się w moją stronę przerywając zmywanie - Miałaś wypadek. Było ślisko. Jechałaś autobusem. Nikt nie przeżył... - powiedziała po czym nie czekając na moją reakcję powróciła do swojej pracy. I wtedy mnie olśniło!
Na dworze był szary, zimny listopadowy ranek, deszcz lał strumieniami. Krople spływały po szybie. Podziwiałam widoki kiedy..- przeszedł mnie dreszcz a łzy napłynęły do oczu - autobus wpadł w poślizg. To była dosłownie chwila. - czyli to jednak prawda! Ja... ja nie żyje.
-A co z moją rodziną?- spytałam sięgając po chusteczki.
-Z ich zdrowiem wszystko dobrze. Lecz bardzo przeżywają twoją śmierć.- powiedziała Chris nie przerywając wykonywanej czynności. Stałam w miejscu. Miałam mętlik w głowie. Modliłam się aby to był tylko głupi sen. Niestety to nie sen. To rzeczywistość. Szybko zebrałam naczynia i pobiegłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczełam płakać. Dlaczego to musiało mi się przytrafić? Co ja zrobiłam? Chciałabym się spotkać z rodzicami. Tak za nimi tęsknie. Wtedy wpadłam na pomysł. Otarłam łzy i zbiegłam na dół. Wbiegłam do salonu gdzie był Justin.
-Justin. Możesz?- spytałam pokazując, że chce z nim porozmawiać na osobności.
-Coś się stało? - spytał gdy znaleźliśmy się na korytarzu gdzie nikogo nie było.
-Mam takie pytanie. Czy jako Anioł Ciemności mogę spotkać się z rodziną?
-Tak. Niestety będzie to dopiero możliwe w przyszłym tygodniu.
-Dlaczego? Nie mogę tyle czekać!- do moich oczu znowu napłynęły łzy.
-Nie mamy takich możliwości aby się teleportować na ziemię. Co tydzień jeździ pociąg.- powiedział.
-Pociąg? A nie ma szybszego sposobu?
-Przykro mi.
-No dobrze. - westchnęłam - Ważne, że w ogóle będę miała możliwość się z nimi spotkać.- powiedziałam po czym uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę schodów. Powoli weszłam do górę i kierowałam się ku mojemu pokojowi. Delikatnie uchyliłam drzwi które zaskrzypiały. Weszłam do środka. Wyciągnęłam mój ulubiony niebieski podkoszulek i białe, krótkie spodenki.
Wyszłam z domu. Ruszyłam przed siebie. Po około dziesięciu minutach wolnego kroku znalazłam się w parku. Miał piękne wysokie drzewa. Ruszyłam wydeptaną ścieżką. Dotarłam do wąskiej rzeczki. Idąc wzdłuż rzeki szło się pod wierzbami, które znajdowały się po obu stronach ścieżki. Wierzby były posadzone jedna po drugiej. Było tam ślicznie. Szłam wolno ścieżką pod wierzbami myśląc, co ze mną będzie. Dotarłam do białej ławki. Nie byłam nawet w połowie drogi. Usiadłam i podziwiałam ten przepiękny krajobraz. O dziwo nikogo tam nie było. Siedziałam tam jeszcze przez dłuższą chwilę. Postanowiłam wrócić gdy zrobiło się ciemno. Dopiero gdy wstałam i spojrzałam na zegarek, zdałam sobie sprawę, że spędziłam tu prawie cały dzień. Ruszyłam w stronę z której przyszłam.
Otwierając drzwi usłyszałam bieg.
-Gdzieś ty była?!- krzyczała zdenerwowana Chris.
-W parku.- powiedziałam spokojnie.
-Nie wolno nam tam chodzić, Rose!
-Czemu?
-Nas, Aniołów Ciemności - zaczął Lucas - mogą znaleźć Dementorzy.
-Demetorzy?-spytałam cofając się krok do tyłu. Ta nazwa mnie przeraziła
-Tak. Dementorzy to takie jakby... Demony. Są to pomocnicy Lord'a Voldemort'a. Nie widzą ale mają doskonale rozwinięty zmysł słuchu. Gdy jesteśmy poza terenem domu trzeba uważać. Mogą zaatakować z każdej strony. Pamiętaj! Musisz być uważna gdy wychodzisz.
-A kto to ten..Lord jakiś tam?
-Lord Voldemort. -poprawiła mnie Chris - To nasz największy wróg. Uznaje nas za słabych i próbuje zniszczyć każdego, kto należy do Aniołów Ciemności. Niestety teraz się mści ponieważ trzy razy pokonaliśmy go.
Dementorzy
___________________________________________________________________
Już jest 3 rozdział. Przepraszam, że tak późno ale jakoś w tym tygodniu dużo sprawdzianów ;D
Zachęcam do pisania komentarzy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz