czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 4

  Szybko wbiegłam na górę. Stałam w wejściu do pokoju. Wolnym krokiem weszłam do środka.Podeszłam do okna i podpierając się dłońmi o parapet, wyjrzałam przez okno. Patrzyłam z prawej na lewą, z lewej na prawą i patrzyłam. Odsunęłam się z ulgą od okna i usiadłam na fotelu. Lecz nadal coś nie dawało mi spokoju. Może to szok, po tym co się dowiedziałam? A może strach,obawa, przed tym, że mnie znajdą te potwory? Sama nie wiedziałam. Za dużo informacji jak na dwa dni. W pokoju było ciemno. Podeszłam do drzwi od łazienki i otwierając drzwi, zaskrzypiały. Włączyłam światło i weszłam do wanny. Piana pływała swobodnie po gorącej wodzie. Była delikatna a płyn, z którego powstała, pachniał różami. Zamknęłam oczy i oparłam głowę. Rozproszyło mnie pukanie i nawoływanie.
-Rose! Jesteś tam? - to chyba był Lucas. Jego głos zagłuszała muzyka z małego radia, które się włączyło.
-W łazience! - krzyknęłam. Usłyszałam bieg do drzwi.
-Wychodź! Szybko! Nie mamy czasu! - odkrzyknął. Szybko wyszłam z wanny. Wytarłam się i ubrałam.
-Co się stało? - spytałam otwierając drzwi. Miałam rację, to był Lucas. Nie odpowiadając na moje pytanie złapał mnie za rękę i pociągnął. Zbiegliśmy na dół. Wbiegliśmy do kuchni, a potem do spiżarni. Tajne przejście? Nieźle! Lucas pociągnął mnie mocniej i zbiegaliśmy w dół. Wszystko było z kamienia i co jakiś czas były zapalone pochodnie. Schody w dół były lekko kręcone.Dobiegliśmy na dół. Znaleźliśmy się w małym pokoju gdzie byli obecni wszyscy mieszkańcy domu.
-Co się dzieje?- spytałam krzykiem. W moim głosie można było usłyszeć lęk i obawę. NIe wiedziałam o co chodzi.
-To oni! - krzyknęła z przerażeniem Kate - Dementorzy!
-Ciiii...- Justin złapał Kate i zakrył jej usta - Mogą nas usłyszeć... - jego zachowanie przypominało mi jakiegoś zabójcę z horrorów. Siedzieliśmy w ciszy nasłuchując. Jedyne co było słychać to jakiś powiew wiatru i jakieś piski.
-Rose, takie właśnie dźwięki wydają Dementorzy.- powiedział David z lekkim śmiechem.
-David. Nie mów tak głośno bo nas znajdą.- wyszeptał zdenerwowany Justin. Siedzieliśmy tak przez około dwie godziny. Czekaliśmy aż pójdą. Siedzieliśmy w grobowej ciszy. Nagle uniosły się dźwięki wybuchu. Zastała cisza.
-Siedźcie tu. Ja pójdę zobaczyć czy poszli.-oznajmił Justin.
-Nie! Jeśli ty idziesz to i ja!- wyrwałam się gwałtownie wstając z krzesła.
-Rose, proszę cię. Zostań. To zbyt niebezpieczne. - powiedział, głaszcząc dłonią mój polik. Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Nie zastanawiając się ruszyłam za nim gdy otworzył drzwi. Wszyscy byli na szczęście zajęci i mnie nie zatrzymali.Szłam kamiennymi schodami tuż za Justinem tak cicho aby mnie nie usłyszał. Gdy już byliśmy parę kroków przed 'tajnym' wejściem odezwałam się.
-Justin? - powiedziałam cicho. Ten odwrócił się gwałtownie i patrzyła na mnie jak na ducha.
-Rose?! Co ty tu robisz? Mówiłem żebyś została. - powiedział zdenerwowanym głosem. Mówił tak cicho, że prawie nie słyszałam jego słów. Ale wiedziałam jedno: Nie zostawię go! W jego  oczach zagościł niepokój. Nie zamierzałam jednak się wracać. Odwrócił się wiedząc, że nie zawrócę i otworzył drzwi. Popchną wejście i powoli otwierał je coraz bardziej. Było cicho. W powietrzu wyczuwalny była spalenizna. Nie wiem czy to spalenizna ale miało bardzo intensywny zapach. Odchylił drzwi od spiżarni i wystawił głowę. W kuchni było cicho i pusto. W powietrzy unosił się dym. Wszystko było rozwalone. Weszliśmy do kuchni i rozejrzeliśmy się. Wolno i cicho szliśmy w stronę korytarza głównego. Na szczęście nikogo nie spotkaliśmy. Po sprawdzeniu całego domu doszłam do wniosku, że nic ani nikogo tu nie ma. Lecz niestety wszystko było rozwalone. W całym mieszkaniu unosił się smród spalenizny i dym. Szybko zeszliśmy do piwnicy i zawołaliśmy resztę.
  Była już trzecia w nocy. Nie zważając na to, że jestem cała brudna i śmierdzę dymem, poszłam się położyć z jednym marzeniem: aby jak najszybciej zasnąć i przemyśleć dzisiejszy dzień dopiero rano. Próbowałam zasnąć. Nic z tego. Pomimo, że byłam zmęczona nie mogłam zasnąć, ponieważ to dla mnie za dużo. Najpierw opowieść o Dementorach. Teraz ich odwiedziny. Co to ma być?! Ty chyba dom wariatów! Przecież ja tu oszaleję! Leżałam tak do rana i rozmyślałam.

                                                                              * * *

   O 6:00 wstałam z łóżka. Wolnym krokiem doszłam do wanny i zaczęłam się myć. Nawet to zdawało mi się męczące. Dokładnie się umyłam i ubrałam się. Wyszłam z sypialni na dół. Ciągnąc nogi za sobą weszłam do kuchni.
-Dzień dobry. - powiedział Justin z uśmiechem. Wszyscy mieli wory pod oczami. Czy oni też nie spali?
-Dzień dobry.- odpowiedziałam ziewając.
-Dobrze się czujesz? Jesteś blada!- krzyknęła Chris przejmująco.
-Wszystko okej. Jestem tylko zmęczona. Nie zmrużyłam oka.
-A kto zmrużył?!- powiedziała Kate dłubiąc widelcem w jajecznicy.
-Oj, już przestań.- rozkazał Lucas - Siadaj Rose. Jajecznicę czy kanapki?
-Hymm...- zastanowiłam się - kanapki. - powiedziałam po czym się uśmiechnęłam. Skroiłam pomidora i ogórka w kostkę. Pokroiłam sałatę i dodałam, zakupionego wcześniej, sosu. Położyłam miskę z wymieszanymi składnikami na stole i usiadłam pomiędzy Justin'em  a Lucas'em. Nałożyłam sobie sałatki i wzięłam kanapkę. Po śniadaniu poszłam do salonu i usiadłam na fotelu. Przede mną znajdowała się plazma. Była tak wielka, że czułam się jak w kinie. Oparłam głowę o miękki fotel i zamknęłam oczy. Już prawie zasnęłam kiedy obudził mnie Lucas.
-Rose, musimy pogadać. - powiedział patrząc w podłogę. Jego głos drżał - Rose. Bo ty...ty mi się podobasz. - powiedział cicho, klęcząc przede mną i cały czas patrząc w podłogę. Zaniemówiłam.
__________________________________________________________________
Wreszcie jest! Rozdział 4! Proszę o opinię bo chciałabym wiedzieć czy Wam się podoba :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz